Tag

polecane

Browsing

7 projektów nowoczesnych domów, które rozważaliśmy

Chciałam napisać – 5 projektów nowoczesnych stodół, ale to nie byłoby do końca zgodne z prawdą, to napisałam, że chodzi o domy nowoczesne, co już jest bliżej sytuacji faktycznej. Oj, działo się ostatnio działo! Pisałam o tym już wcześniej – wiele wieczór spędziłam analizując różne projektu domów. A towarzyszyły temu tak różne emocje! Ekscytacja, płacz, rozczarowanie, pogodzenie… Istny emocjonalny roller – coaster! Ale było warto. Projekt domu wybrany, a z Wami mogę podzielić się innymi, które również rozważaliśmy.

Ale zanim to nastąpi, powiem Wam jak się zabrałam do projektu pt. szukanie wymarzonego domu.

PRACOWNIE PROJEKTÓW GOTOWYCH

Zaczęłam od przejrzenia ofert pracowni projektów gotowych. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było zamówienie katalogów z projektami. Całe szczęście większość pracowni, które sprawdzałam, oferuje darmową wysyłkę katalogu. I właśnie tak polecam zrobić. To była bardzo dobra decyzja, bo mogłam na spokojnie zapoznać się z interesującymi mnie propozycjami i dokładnie je przeanalizować. I nie wydałam na to ani złotówki. Oczywiście, jak komuś się spieszy, większość tych katalogów, za jakieś 5 – 10 zł jest dostępna w Empiku 😉 Ja miałam frajdę z zamawiania, a w między czasie przeglądałam strony online.

Gdy katalogi do mnie przyszły, część dałam do przejrzenia Endrju i tak razem szukaliśmy tego jedynego. Również za każdym razem, gdy przychodziła do mnie rodzina, ochoczo sięgała po katalogi. A gdy wyjeżdżaliśmy na weekend i szykowała się dłuższa podróż – katalogi wędrowały ze mną do samochodu 🙂

OGLĄDANIE PROJEKTÓW W REALU

To punk nr 2 wyzwania pt. szukamy odpowiedniego projektu domu. Ameryki nie odkryję – zaczęliśmy oglądać domy już wybudowane. Odwiedzaliśmy znajomych, ale i zupełnie obce osoby, poznane na grupach budowlanych z internecie. Właśnie dzięki takim wizytom byliśmy w stanie ocenić wielkość pomieszczeń, ich rozkład, ogólną wielkość domów i parę innych czynników, które są kluczowe przy wyborze projektu. Podczas jeden z takich wizyt obejrzeliśmy HK 13 – dom pracowni HomeKoncept. Dobrze zrobiliśmy, bo widząc projekt na żywo i rozmawiając z inwestorem, utwierdziliśmy się w przekonaniu, że jednak idziemy w klasykę i domy z dachem dwuspadowym.

PROJEKTY DOmów, które rozważaliśmy

Przechodząc jednak do rzeczy. Które projekty domów rozważaliśmy? Było ich kilka. To na pewno.

Pracownia HomeKoncept

Tu tak naprawdę mocno braliśmy pod uwagę dwa projekty: HK 13, który opisywałam tutaj, oraz HK 01, którego zdjęcie wklejam poniżej.

5 projektów domów, które rozważaliśmy

Link do projektu domu tutaj.

Co mi się podobało? Wiadomo – bryła, ciekawy rozkład pomieszczeń.. i inne rzeczy, które były dla mnie kluczowe przy wyborze projektu, a które opisywałam w tym wpisie. Czemu finalnie ten projekt odpadł? Zależało mi na tym, aby na parterze była duża, osobna sypialnia z łazienką i garderobą. Idealnie, jeśli znajdowała by się w kameralnej części budynki. Tu niestety tego zabrakło, a mały gabinet nie do końca nas przekonał. Nie tego szukaliśmy.

Ciekawie zapowiadał się również HK 51, ale szybko z niego zrezygnowaliśmy, ze względu na toporność bryły i bardzo słaby rozkład kuchni. HomeKONCEPT_51_zdjecie_1-1024x512

Link do projektu domu tutaj.

Domy z DobreDomy

Wydaje mi się, że ta pracowania ma słaby PR, ponieważ mało jej w sieci, a projekty ma całkiem fajne. Tutaj dosłownie zakochałam się w projekcie Dakota, ale Endrju nie chciał słyszeć o domu parterowym. Zobaczcie, czyż ten taras nie jest boski? A ten salon? Układ bardzo mi odpowiadał, ale cóż…. kompromisy… kompromisy 🙂 Natomiast, jeśli Wy szukacie pięknego domu bez poddasza, z fajnym rozkładem pomieszczeń, koniecznie rozważcie Dakotę.

Zrzut ekranu 2017-10-16 o 22.19.43 dakota_w1 dakota_w6 dakota_w8

Kolejny projekt tej samej pracowni – Oktawiusz, baaaaardzo fajny dom z dachem dwuspadowym. Dla nas ciuteczkę za mały.

oktawiusz_w4 oktawiusz_w8

Generalnie naprawdę zachęcam Was do przejrzenia projektów tej pracowni. Duży wybór domów o powierzchni od 120m2 do 160m2.

Pracownia Domy z Wizją

80% domów tej pracowni, to domy nowoczesne, takie jak np. nowoczesna stodoła i dom o nazwie Odważny 2.

Zrzut ekranu 2017-10-16 o 22.29.42

My aż tacy odważni nie jesteśmy, ale poważnie zastanawialiśmy się nad projektem Nowoczesny 2.

Zrzut ekranu 2017-10-16 o 22.34.17 Zrzut ekranu 2017-10-16 o 22.34.31

Czemu się nie zdecydowaliśmy na ten projekt? Będę nudna. Brak dużej sypialni na parterze. Ale dla osób, dla których nie ma to znaczenia – projekt jest świetny!

I kolejne projekty, którym się przyglądaliśmy, znajdowały się w pracowni Archon.

Tutaj dłużej zastanawialiśmy się nad projektem Santini. Czemu odpadł? Mały gabinet na dole (niestety), wysunięty garaż, który nie do końca mi się podobał, oraz – złe usytuowanie wobec stron świata, co finalnie przekreśliło ten projekt. Ale to piękny dom! Polecam go rozważyć, nam na długo zapadł w pamięć.

widok-1-projekt-dom-w-santini-g2__280 widok-2-projekt-dom-w-santini-g2__281

Podsumowując

Setki przejrzanych projektów, z czego najbardziej urzekły nas:

HomeKoncept 13

HomeKoncept 01

HomeKoncept 51

Dakota

Oktawiusz

Nowoczesny 2

Santini

A na co finalnie się zdecydowaliśmy? Jeśli wnikliwie śledzicie bloga, to pewnie się domyślacie 🙂 Obiecuję, że już na dniach o tym napiszę.

10 blogów budowlanych i wnętrzarskich, na które warto zaglądać

Tym razem chciałabym Wam przedstawić, albo po prostu zebrać w jednym miejscu, moich 10 ulubionych blogów budowlanych i wnętrzarskich, na które chętnie sama zaglądam, a i Was gorąco i szczerze do tego zachęcam. Jak się zapewne domyślacie – każdy z tych blogów to miejsce, w którym z przyjemnością spędzam czas. Niekiedy po to, aby popodziwiać piękne wnętrza i zainspirować się wystrojem, innym razem by poznać najnowsze trendy w urządzaniu domów czy mieszkań, albo zwyczajnie dowiedzieć się czegoś na tematy związane z budową domu. To co? Jesteście ciekawi kogo mam na swojej liście?

CONCHITA HOME by KASIA BOBOCIŃSKA

Na bloga Kasi nie da się zaglądać nieregularnie. Szczególnie od kiedy rozpoczęła swoje poszukiwania wymarzonego domu, który w końcu udało jej się znaleźć! Jestem bardzo ciekawa, jak Kasia go odrestauruje i będę z ciekawością śledziła jej postępy – a będzie pięknie, to wiadomo! Kasia zaskakuje swoimi pomysłami na prezentowane wnętrza. I nawet podczas przeprowadzonych metamorfoz, nie ma tutaj zadęcia! Pokazane są proste, ale jednocześnie ciekawe rozwiązania, które mogą zainteresować i zainspirować każdego, dla kogo ważna jest estetyka przestrzeni, w której żyje. To, co jeszcze uwielbiam na blogu Conchity to wnętrzarskie DIY – można się sporo nauczyć.

Blog jest dostępny pod adresem: http://www.conchitahome.pl/

HOME ON THE HILL

Lifestyle, inspiracje i wnętrza – ale zobaczcie sobie jakie piękne! Wstyd się przyznać, ale bloga Home on the Hill odkryłam na… Instagramie, a jest to jeden z piękniejszych Instagramów w sieci! Zachwyciły mnie cudowne, rodzinne zdjęcia i urok prezentowanych miejsc. Czasami całych przestrzeni, a czasami detali, które zawsze ale to zawsze prezentowane są w taki sposób, że nie sposób o nich zapomnieć. Home on the Hill prezentuje mieszkanie, do którego aż chce się wracać. Mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się stworzyć miejsce z podobnym klimatem.

Zajrzyjcie koniecznie: http://homeonthehill.pl/

HOUSELOVES

Bloga Karoliny śledzę od dawna, na długo zanim w ogóle w mojej głowie pojawiła się myśl o wybudowaniu domu. IMHO to TOP3 blogów budowlanych w Polsce. Skarbnica wiedzy na tematy związane z samą budową, a potem urządzaniem domu. Od pozwolenia na budowę, przez meandry związane z adaptacją projektu, ku realizacji, a potem urządzanie. Karolina krok po kroku pokazuje proces urządzenia chyba każdego wnętrza swojego domu, a pisze o tym tak, że ciągle ma się ochotę ją czytać. Lubię to!

Blog HouseLoves: https://www.houseloves.com/

PROJEKT STODOŁA

Blog nie jest może jakoś super rozbudowany i aktualizowany na bieżąco, ale warto się z nim zapoznać, jeśli myślicie lub zaczynacie przygodę związaną z budową domu. Dwoje architektów zaprojektowało nowoczesną stodołę, a teraz realizują projekt domu, który wymyślili. Dużo praktycznych porad, pisanych językiem, który jest w stanie zrozumieć praktycznie każdy, niezależnie od stopnia znajomości etapów czy elementów budowy domu (czyli np. ja). Poza tym lubię obserwować postępy prac, czytać argumenty przemawiające za wyborem niektórych rozwiązań. Warto!

Projekt Stodoła znajdziecie tutaj: https://www.projektstodola.pl

WNĘTRZA ZEWNĘTRZA

Ha, to tutaj mam dla Was niespodziankę. Magdę z bloga Wnętrza Zewnętrza poznałam przy okazji adopcji kota! To właśnie Magda, wraz z mężem Piotrem, mieli tak wielkie serce, że przygarnęli Mamę Kot wraz z jej malutkimi kociętami, dali dom całej kociej rodzinie, a potem pomagali w znajdowaniu nowych opiekunów. Do mnie trafiła właśnie rodzicielka, którą teraz nazywamy Figuśką (albo Figulcem) 🙂 Czemu o tym piszę? Ponieważ jak tylko przekroczyłam próg mieszkania Magdy i Piotra, wiedziałam, że znajduje się w przestrzeni ludzi kreatywnych, z ciekawymi duszami, pełnymi pomysłów! Mieszkanie naprawdę zrobiło na mnie wrażenie, a ja stałam się stałą Czytelniczką bloga Magdy. O wnętrzach, inspirująco, z poradami, DIY. Ciekawie i nietuzinkowo.

Link do bloga: http://www.wnetrzazewnetrza.pl/

RODZICE W SIECI

To moje odkrycie tego roku! Baaardzo fajny, rodzinny blog, prowadzony przez małżeństwo. Ciekawe, przyjemne, ale przede wszystkim mądre teksty. Mnie najbardziej interesują oczywiście te związane z budową domu! Bo rodzice w sieci budują i na bieżąco relacjonują postępy budowy. Lubię śledzić ich poczynania i Was też do tego zachęcam.

Adres bloga http://rodzicewsieci.pl/.

REFRESZING

Ah, kolejny blog, na którym dzieje się wiele wokół budowy domu, co oczywiście bardzo mnie cieszy. A do tego garść porad związanych z urządzaniem wnętrz, mebli! czy różnych DIY. To, co bardzo lubię na refreszingu, to wszelkie metamorfozy. I to nie tylko autorów bloga, ale i czytelników! Czyli generalnie da się, tylko trzeba chcieć. Jakie to pocieszające 😉

Wskakuje tu: http://www.refreszing.pl/

BUDUJĄCA MAMA

To jest dopiero fajna babka z tej Weroniki, czyli Budującej Mamy. Jeśli szukacie bloga budowlano – parentingowego, to jesteście w dobrym miejscu 🙂 Tu, podobnie jak na wszystkich wskazanych przeze mnie blogach, po prostu miło spędza się czas, a przy tym można uzyskać garść przydatnych informacji, których człowiek akurat potrzebuje. Zdecydowanie lubię to, a na bloga Weroniki zaglądam, ponieważ i ja jestem… budującą mamą 🙂

Link do budującej mamy: http://www.budujacamama.pl/

 GREEN CANOE

Nie no, tego bloga to chyba nie muszę Wam przedstawiać? Top of the top polskiej wnętrzarskiej blogosfery. Joasia, autorka bloga, pisze o wszystkim co dobre. I mówi prawdę! Green Canoe to blog, na którym dzieje się tak wiele, że nie sposób wymienić jednej rzeczy, wątku, fragmencie, na którym warto się skupić 🙂 Są i piękne wnętrza, są porady, miejsca, ludzie. Warto zajrzeć… gwarantuje Wam, że nie będzie to na chwilę.

Klasyka klasyków: http://greencanoe.pl

MOJA BUDOWA

I last but not least, nie jeden blog, ale cały serwis blogowy, skupiający budującą społeczność. Jeśli budujecie dom wg projektu zakupionego od pracowni, macie duże szanse, że ktoś ten dom wybudował, a wszystko opisał właśnie tu. Skarbnica wiedzy. Mnóstwo dzienników budowy, dzięki którym można uzyskać informacje w zasadzie na każdy temat. Ja, zanim zdecydowałam się na swój projekt domu, spędziłam tu mnóstwo czas, a nie zapowiada się, abym miała przestać. Jeśli budujecie dom, zajrzyjcie tu koniecznie.

Masa dzienników budowy: https://mojabudowa.pl/

I jak Wam się podobają moje typy? Podzielcie się też swoimi ulubionymi blogami, jeśli o którym nie wspomniałam (a zakładam, że mogło tak być 😉 ).

Ikona wpisu.

BUDOWLANE DYLEMATY: Sypialnia z łazienką czy bez?

Sypialnia z łazienką czy bez? Ostatnio całkiem fajnie poszło z wyborem umiejscowienia pralni, dostałam kilka naprawdę wartościowych wypowiedzi (za które serdecznie dziękuję), utwierdzających mój wybór pralni na górze (yuppie! czyli dobrze myślę, chociaż pewnie i tak wszystko wyjdzie w… praniu 😉 ), dlatego dzisiaj kolejny dylemat do rozstrzygnięcia – sypialnia rodziców – z łazienką czy bez? Jak zawsze liczę na Wasze doświadczenia. Zaczynajmy!

Kilka słów o Samym projekcie

Na początek kilka słów o samym projekcie (który nie jest nota bene jeszcze do końca wybrany i klepnięty, ale powiedzmy, że sprawy przybrały trochę bardziej zaawansowany obrót i już prawie MAMY TO)! Dom nie będzie mały, ale nie będzie też gigantycznym zamczyskiem. Na 90% będzie to nowoczesna stodoła, jak się zwykło pieszczotliwie nazywać ostatnimi czasu klasyczne budynki z dwuspadowym dachem. Do zamiatania około 180 m2. Podstawowe założenia są takie: na dole musimy mieć wydzieloną sypialnię z garderobą i łazienką (na początek będzie to pokój gościnny, docelowo – nasza sypialnia), a na górze – 2 pokoje dla chłopców, biuro, łazienkę, pralnię oraz oczywiście sypialnię. I tu pojawią się najważniejsze pytanie, stanowiące zarazem istotę dzisiejszego posta – sypialnia z łazienką czy bez?

Sypialnia z łazienką czy bez – plusy i minusy

Nie obejdzie się zatem bez skróconej wersji analizy SWOT. Jakie widzę plusy i minusy każdego rozwiązania i na co finalnie się zdecyduję? Mam nadzieję, że mój dylemat zostanie szybko rozwiązany, a architekt otrzyma ode mnie konkretną odpowiedź – robimy tak, a nie inaczej 🙂 Przejdźmy zatem do rzeczy.

Najpierw pozytywy:

  • brak kolejek nad ranem, gdy chłopcy zrobią się starsi i zaczną okupować toaletową przestrzeń
  • względny porządek
  • większa intymność, szczególnie w poźniejszych latach
  • bliżej do siusiu, gdyby zachciało się w nocy
  • w przypadku wanny, możliwość wylegania się w ciepłej wodzie, bez słuchania odgłosów dobijania się do środka (Mamo, muszę wejść, wychodźźź!!!!)

A teraz druga strona medalu:

  • koszty zw. z dodatkową hydrauliką, które trzeba ponieść w czasie budowy
  • koszty zw. z urządzeniem dwóch łazienek na górze
  • koszty psychiczne, poniesione podczas sprzątania
  • brzydkie zapachy w sypialni, w przypadku braku sprawnej wentylacji
  • zajęta przestrzeń na inne pomieszczenie, np.większą garderobę, sypialnię, czy… pokój

Jak widzicie, plusów jest tyle samo co minusów. I z jednej strony chciałabym i boje się. A jak jest u Was? Chętnie poczytam, na co Wy się zdecydowaliście budując dom, albo o czym myślicie przymierzając się do budowy domu w przyszłości, lub czy żałujecie (i nie!) podjętej decyzji, podczas wyboru jednego bądź drugiego rozwiązania. Dzięki wielkie! :*

HomeKONCEPT 13 – nasz projekt no. 2!

HomeKONCEPT 13, projekt pracowni HomeKoncept to nasz projekt nr 2, nad którym się obecnie zastanawiamy. Generalnie śmieszna sprawa, bo od kiedy zdecydowaliśmy się na budowę domu, to ta 13 chodzi za nami jak taki dobry omen. Umowę przedwstępną kupna i akt notarialny podpisaliśmy 13 dnia miesiąca. Działka ma 1355m2. Sami mieszkamy obecnie pod numerem 13. I ta 13 w projekcie tak ładnie by nam się komponowała. Nie ma jednak tak lekko. Wybór projektu to bardzo ważna decyzja, dlatego… tak ciężko nam się ją podejmuje.

HomeKONCEPT 13 to projekt pięknego domu pracowni HomeKONCEPT. Wyróżnia go nowoczesność, przemyślane rozwiązania, oraz piękne patio, które widzimy zaraz po wejściu do budynku. Projekt ten urzeka od momentu, kiedy tylko się go zobaczy i w tym momencie jest poważnym kandydatem do budowy, a później.. do zamieszkania. Po raz pierwszy widziałam go dobrych kilka miesięcy temu. Jednak wówczas szybko z niego zrezygnowałam, z racji tego, że miał dach wielospadowy. Jednak czas zrobił swoje, a ja… wróciłam do swojej 13. Po prostu to patio nie dawało mi spokoju, a ja mam to do siebie, że jak się zakocham, to potem ciężko mi o tej miłości zapomnieć. Baa… jestem w stanie wybaczyć te drobne, dachowe „wady”. Tak więc przed Wami nasz projekt nr 2 – HomeKONCEPT 13.

Gwoli przypomnienia, zależy nam na:

  • domu wolnostojącym, z poddaszem użytkowym, co jest niejako kompromisem z Endrju (ja chciałam parterówkę)
  • dachu dwuspadowych, o kącie nachylenia 40°
  • prostej bryle, bez balkoników, wykuszy i innych tego typu ozdobników
  • dużych przeszkleniach, na których nasze dzieci będą mogły odciskać swoje łapki
  • sporym garażu, w którym swobodnie zmieszczą się dwa samochody i 4 rowery

Jak HomeKONCEPT 13 ma się do naszych założeń?

  • jest domem wolnostojącym, z poddaszem użytkowym – TAK
  • dach niestety jest wielospadowy, o kącie nachylenia 35°, co po pierwsze wymaga od nas większych nakładów finansowych (więcej komplikacji niż przy dachu dwuspadowym, to raz, a dwa – adaptacji projektu, tak, aby kąt nachylenia wynosił wymagane przez MPZP 40°) – NIE
  • ma prostą bryłę – nie ma! – NIE
  • ma duże przeszklenia i patio! Które jak dla mnie jest po prosto piękne! Już sobie wyobrażam te piękne donice z kwiatami, które kwitną tam na wiosnę. To jest właśnie kwintesencja jego projektu, jego wisienka na torcie – TAK x 3
  • ma spory garaż – duży plus – TAK

HomeKoncept 13

A w dodatku na dole jest duża sypialnia, obok niej łazienka. Po przeciwnej stronie znajduje się ładnie wydzielona kuchnia z jadalnią, oraz salon. I chociaż są one w jednej linii, po środku znajduje się ściana z kominkiem, która fajnie rozgranicza te dwie strefy: użytkową i wypoczynkową. Nie do końca jestem przekonana do antresoli (raczej byśmy ją likwidowali. Jest spiżarnia, jest pomieszczenie gospodarcze. Góra ma wszystko, co potrzeba! Wydaje się, że w tym domu jest mnóstwo miejsca, i o to chodzi.

Parter:

HomeKoncept 13

Poddasze:

Home Koncept 13

Co zatem stoi na przeszkodzie przed wyborem HomeKONCEPT 13?

Przede wszystkim nowoczesna stodoła, czy też dom z dachem dwuspadowym, bardziej oddaje nasz styl i charakter. HomeKONCEPT 13 jest pięknym domem, ale wydaje mi się, że wymusza już pewien określony sposób urządzenia go. A ja mam wizję domu, w którym nowoczesność przełamuje się z vintage. Nie wiem, jak mogłabym osiągnąć tutaj tę spójność wyglądu zewnętrznego z wystrojem wnętrz. Tak jak pisałam już wyżej – urzeka mnie patio, urzeka i kusi jednocześnie. Chociaż schody zlokalizowane przy szybie mogą się szybko brudzić. Co więcej, usytuowanie budynku na naszej działce nie będzie idealne, jednak w naszym przypadku najwięcej przeszkleń byłoby od strony wschodniej. Słabo. I last but not least – koszty. Wg pracowni koszt wybudowania tego domu, to około 600 tys zł. A w rozmowach na grupach na FB osoby, które zbudowały ten dom, piszą, że trzeba szykować nawet do 200 tys. zł więcej. Ała!

HomeKoncept 13

No więc! Jest o czym myśleć, a żeby łatwiej (albo trudniej!!! aaa!) było podjąć decyzję, w nadchodzącym tygodniu jedziemy do osoby z FB, która zbudowała już HomeKONCEPT 13 i zgodziła się nam pokazać swój dom. Relacji z tej wyprawy spodziewajcie się na InstaStories 🙂 Jestem bardzo ciekawa tej wizyty, oraz oczywiście całego domu!!! I szczerze – nie mogę się już doczekać 🙂

Przypominam i polecam też Wam wpis o naszym projekcie nr 1 – Danielu V pracowni Archipelag, dla porównania.

Projekt nr 1 – Daniel V pracowni Archipelag

I jak? Który projekt wg Was jest ciekawszy?

Kruche ciasto ze śliwkami – idealne na jesień!

Kruche ciasto ze śliwkami coraz odważniej zagląda do naszych domów. Nie ma się co oszukiwać. Lato właśnie się skończyło, a za oknem na dobre rozgościła się jesień. Niestety do polskiej, złotej trochę jej daleko – wyglądając przez okno najczęściej widzę deszcze i drzewa tańczące w rytm targanymi nimi wiatru. Z drugiej strony jesień to idealny moment na pieczenie pysznych i aromatycznych ciast. W końcu musimy sobie jakoś poprawić humor, a wiadomo, że nic nie cieszy tak, jak kubek pysznej herbaty, ciepły koc, dobra książka i kawałek pysznego, domowego ciasta.

Właśnie do takich zalicza się jednej z moich ulubionych, jesiennych wypieków – obłędnie pachnące, kruche ciasto ze śliwkami! Przepis jest banalnie prosty i poradzi sobie z nim nawet totalny, kulinarny laik.

śliwki dobre i zdrowe

Ale zanim do niego przejdziemy, jeszcze kilka słów o samych śliwkach.

Na pewno wiecie, że śliwki reguluję trawienie czy zwalczają wolne rodniki. Zjedzenie 3 – 4 śliwek dziennie może nas uchronić przed rakiem jelita grubego. Ale śliwki, dzięki temu, że zawierają dużo magnezu i witaminy B6, działają kojąco na nasz układ nerwowy. Można je zatem jeść na zdrowie! 🙂

Kruche ciasto ze śliwkami – przepis

Składniki:

Spód:

  • 2 ½ szklanki mąki (u mnie 1 szklanka pszennej, jedna krupczatki i pół kukurydzianej)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • ½ szklanki cukru pudru (przesianego, żeby nie było grudek)
  • 1 opakowanie cukru wanilinowego
  • 250 gr masła (zimnego, z lodówki)
  • 5 żółtek

Góra:

1 kg śliwek

oraz

  • papier do pieczenia
  • blaszka do pieczenia, u mnie o wymiarach 37 cm na 29 cm, ale może być ciut mniejsza (tak do 3 cm węższa z każdej strony).
  • cukier puder do posypania upieczonego wypieku 🙂

Co robimy:

Przesiewamy mąkę z cukrem pudrem i proszkiem do pieczenia. Dodajemy cukier wanilinowy. Do tego wrzucamy zimne masło, które wkrajamy w mąkę ostrym i szerokim nożem. Gdy kawałki masła są już małe, wbijamy żółtka i szybko ugniatamy. W kruchym i półkruchym cieście tajemnica sukcesu tkwi właśnie w szybkości ugniatania. Ciasto nie może być zbyt ciepłe i zbyt długo wyrabiane. Trzeba to zrobić energicznie i sprytnie. Ukształtowaną kulę wkładamy do zamrażarki, aby porządnie się schłodziła. U mnie ten proces mrożenia trwa około 60 minut.

W tym czasie przygotowujemy śliwki. Najpierw trzeba je umyć, potem osuszyć – najlepiej papierowym ręcznikiem. Następnie śliwki przekrajamy na pół i wyjmujemy z nich pestki. Połówki mogą być ze sobą połączone, więc nie przekrajamy na pół całkowicie. W ten sposób śliwki łatwiej będzie nam układać na blasze i zajmie nam to mniej czasu. Śliwki przygotowane? Wracamy do ciasta.

Ale najpierw piekarnik – włączamy na 180 stopni, góra dół, bez termo-obiegu, niech się nagrzewa.

Po schłodzeniu naszej kuli, wyjmujemy ją z zamrażalnika i szybko… trzemy na tarce (grube oczka) J bezpośrednio na papier do pieczenia włożony wcześniej do blachy. Można oczywiście spróbować ciasto rozwałkować a później przełożyć na blachę, ale ja nie mam ani tyle siły, ani cierpliwości 😉

Ciastowe wiórki wyrównujemy na blaszce. Na nich układamy śliwki, dość ciasno, ale też tak, żeby na siebie nie wchodziły. Śliwki układamy otwartą częścią do góry. a fioletową pupką do dołu.

Nasz ciasto wkładamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy przez około 45 minut. Po tym czasie wyjmujemy, studzimy i posypujemy cukrem pudrem! Kruche ciasto ze śliwkami gotowe!

Smacznego!

Kruche ciasto ze śliwkami 2

PS. Jeśli podoba Ci się mój przepis, będzie mi niezmiernie miło, gdy podzielisz się z nim w swoich kanałach social media! Dziękuję!

Jak znaleźć działkę marzeń i nie stracić przy tym milionów na pośredników?

Jak znaleźć działkę marzeń i nie stracić przy tym milionów na pośredników? Zachować włosy? Nie musieć brać stu dni urlopu? Nie złapać doła i być po prostu szczęśliwym człowiekiem? Dzisiaj właśnie o tym. I żeby nie było niespodzianki – dzisiaj na blogu Kate’s po raz pierwszy męski pierwiastek. No cześć! Z tej strony Endrju 🙂 A poniżej najlepsze protipy w jaki sposób najlepiej i najefektywniej znaleźć działkę. 
Na początek – region, czyli tzw. dzielnia
W pierwszej kolejności należy wybrać region, gdzie chcecie szukać działki. Tutaj nie pomogę. Kasia jest z Wilanowa, tutaj mieszkamy od kilku lat z rodziną i naturalne dla nas było to, że będziemy w tej okolicy poszukiwać działki. Aktualnie mamy wszędzie blisko – do szkoły, przedszkola, biura. Chcieliśmy utrzymać taki komfort pracy i życia, dlatego dla nas wybór rejonu był łatwiejszy. Padło na Wilanów, a konkretnie okolice Vogla, Sytej i Bruzdowej czyli Zawady, Kępa Zawadowska i te okolice.
POTEM… DOBRA KAWA I REGULARNE PRZEJAŻDŻKI
Przyznam szczerze, że powyższe rejony znałem jedynie z wyjazdów na orlik na Sytą, gdzie regularnie pykam w piłkę, ale jak tylko postanowiliśmy, że właśnie tam szukamy ziemi, zacząłem jeździć po okolicy i poznawać ją dokładniej. I to o różnej porze dnia i nocy! Jednocześnie przeglądałem serwisy internetowe otodom i inne, aby zorientować się w cenach ziemi. Będąc na miejscu, jak tylko trafiłem na jakiś znak – baner z numerem telefonu, to dzwoniłem dopytać się jaki metraż, jaka cena itp. Skontaktowałem się też z kilkoma biurami nieruchomości.. ale z całym szacunkiem dla biur… nie widzę we współpracy z nimi wartości dodanej. Każdy obiecywał, że jak podpisze papier to przewiezie mnie po 20 działkach w wybranej przeze mnie lokalizacji. Pomyślałem, że sam się mogę przewieźć i tak też robiłem. Regularnie w sobotę i niedzielę, z odpalonym Google Maps, zwiedzałem Zawady. Jak widziałem ogłoszenie to od razu dzwoniłem, wypytywałem o szczegóły i skrzętnie notowałem informacje. W ten sposób po jakimś czasie wiedziałem mniej więcej kto sprzedaje i jakie są ceny w zależności od ulicy. To był bardzo dobry punkt wyjścia do dalszych poszukiwań, a później… do negocjacji!
JAK ZNALEŹĆ DZIAŁKĘ? NASTAW SIĘ NA ROZMOWY Z NIEZNAJOMYMI, DUŻO ROZMÓW
Szukanie działki zdecydowanie nie jest zadaniem dla nieśmiałych osób 😉 Nierzadko jak widziałem ładne kawałki ziemi, a w okolicy budowę, to: 1. pytałem budowlańców o namiary na zleceniodawcę, 2. zajeżdżałem do najbliższego domu i dzwoniłem do mieszkańców z pytaniem, kto w okolicy ma ziemię na sprzedaż. Zapoznawałem się z lokalsami, nierzadko zaproszony na herbatę i ciastka (z czego oczywiście skrzętnie korzystałem). Mój telefon pękał od numerów telefonów i nazwisk niedawno poznanych osób, a notatnik od różnych ofert i cen. Powoli zacząłem się w tym wszystkim gubić. Z pomocą przyszła małżonka, która miała lepszą pamięć do miejsc i obejrzanych skrawków ziemi.
W ten oto sposób jeden z zapoznanych mieszkańców wskazał nam właściciela, który przymierzał się do sprzedaży działki w lokalizacji, która nam bardzo odpowiadała. Tego dnia go nie było, ale zanotowałem do niego nr telefonu, zadzwoniłem i umówiliśmy się na rozmowę na kolejny dzień.
Rozmowa odbyła się w miłej atmosferze, właściciel opowiedział nam całą historie ziem, pokazał mapy, dokumenty, podzielił się wieloma historii ze swojego życia. Z małżonką od razu wiedzieliśmy, że to jest to miejsce. Aczkolwiek nie daliśmy tego po sobie poznać… wiadomo czekały nas negocjacje ceny… ale to już inna historia.
PODSUMOWUJĄC – JAK ZNALEŹĆ DZIAŁKĘ MARZEŃ? MOJE #PROTIPY
  1. Poznajcie okolice, wybierzcie się na spacer, wycieczkę rowerową lub zwiedzajcie okolicę samochodem o różnej porze dnia i nocy
  2. Rozmawiajcie z ludźmi, których spotkacie, większość z nich będzie ciekawa Was, jak i pomocna
  3. Jak widzicie budowę, na której uwijają się budowlańcy, zapytajcie ich o telefon do właściciela, zadzwońcie do niego i wypytajcie o okolice, właścicieli, działki do sprzedaży. Masz duże szanse, że ta osoba też spędziła sporo czasu na znalezienie swojej działki i będzie mogła udzielić Wam informacji
  4. Jak już poczujecie, że to jest to miejsce, w którym chcecie się budować, idźcie do kościoła na msze, zobaczcie kto tam mieszka, porozmawiajcie z księdzem, idźcie do lokalnego sklepu, zróbcie zakupy, zagadajcie do osób wyprowadzających psy na spacer.
I pamiętajcie – zawsze bądźcie uśmiechnięci!
W kolejnych wpisach opiszę Wam, na co zwracać uwagę przy zakupie działki oraz… jak wynegocjować najlepszą cenę. Stay tuned i… powodzenia!
Zobacz też projekt domu, nad którym się zastanawiamy.
Jeśli spodobał Wam się się mój wpis „Jak znaleźć działkę marzeń”, będziemy z Kate bardzo wdzięczni, jeśli dacie nam lajka i/lub udostępnicie tekst w swoich kanałach social media. Z góry wielkie dzięki!

BUDOWLANE DYLEMATY: Pralnia na parterze czy piętrze?

Doskonale pamiętam czasy, kiedy byłam w pierwszej ciąży (wszak nie było to aż tak dawno temu 😉 ) a od kiedy pochwaliłam się światu, że budujemy z Endrju dom, czuję się tak, jakbym wszystkim oznajmiła, że spodziewamy się dziecka. Każdy, niezależnie od tego, czy dom budował, czy przez całe życie (podobnie jak ja!) mieszkał w mieszkaniu daje rady. Powierzchnia za duża, za mała, garaż za ciasny, za wąski, za długi za krótki. antresola jest ble, antresola jest super, kuchnia min. 10 m2, a spiżarnia 2. Zapowiada się w moim życiu iście cudowny okres. Ale spokojnie. Jestem na to przygotowana!

Przed Wami pierwszy cykl na blogu – budowlane dylematy, w którym będę dzieliła się z Wami moimi dylematami i prosiła (bardzo ładnie prosiła) o rady 🙂 Wierzę, że powstanie z tego zbiór całkiem interesujących, a co nawet ważniejsze – wartościowych sugestii. Mam też nadzieję, że właśnie podczas „dylematów” każdy będzie mógł wyrazić swoją opinię i podzielić się swoim doświadczeniem, czy przemyśleniami. A ja to wszystko będę czytać i oczywiście – na bieżąco informować o podejmowanych przeze mnie decyzjach. Być może zbiegiem czasu uda mi się nawet do nich odnieść i skonfrontować z własnym, nabytym już doświadczeniem 🙂

Zaczynamy!

Bohaterem dzisiejszego wpisu zostaje pralnia i jej lokalizacja. Panie i Panowie – przed Wami trudne zadanie! Proszę o pomoc w rozstrzygnięciu konfliktu…

 czy pralnia powinna być na parterze, czy na piętrze?

Moje założenia

Pralnia zdecydowanie powinna być na piętrze. Dlaczego? Ponieważ przez najbliższe kilka lat, na piętrze będą też pokoje chłopców, oraz nasza sypialnia. Już teraz mamy tony prania, które jest moją największą zmorą. Dlatego wymyśliłam sobie, aby w nowym domy mieć pralnię, na piętrze. Gdzie z jednej strony na bieżąco chłopcy będą wrzucać brudne ubrania do koszy, pralka będzie je prała, automatyczna suszarka czyniła z nich uprasowane i mięciutkie wdzianka, a ja – niczym prawdziwa i niestrudzona pani domu, która ma wszystko (i wszystkich pod kontrolą) będę je roznosiła do odpowiednich lokalizacji (czyli szaf). Plusy? Nie będę musiała biegać po schodach. Wydaje mi się to najbardziej optymalnym, energo- i czaso-oszczędnym rozwiązaniem. Minusy? W lato nie będę mogła wywiesić prania w ogrodzie. Tzn. opcja taka będzie, ale wówczas czeka mnie kursowanie pomiędzy piętrami, czego zwyczajnie wolałabym uniknąć. Minus nr 2 – brak.

Założenia radzących

Dobrze, mieć wszystko na parterze, bo jednak większość czasu spędzamy na tym poziomie. No i pranie suszące się na świeżym powietrzu lepiej pachnie. O!

 …co kompletnie do mnie nie przemawia!

Zatem dylemat i pytanie do Was – gdzie i dlaczego umieścilibyście pralnię?! Podzielcie się proszę swoim doświadczeniem. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii i mam nadzieję, planując tak strategiczny punkt w swoim przyszłym domu, nie popełnię błędu.

Podsumowując

Korzyści piętro:

  • nie trzeba biegać po schodach
  • główne szafy są na piętrze, więc łatwiej będzie trzymać porządek
  • przy rozbieraniu się można od razy wrzucić brudne rzeczy do kosza na pranie
  • nie trzeba nosić ciężkich koszy góra – dół

Minusy piętro:

  • latanie po schodach w lato, kiedy pranie może się suszyć na zewnątrz

Korzyści dół:

  • można wystawiać pranie na zewnątrz
  • inne?

Wady dół:

  • latanie w majtach po całym domu w celu szukania bluzki, która jest na dole, w pralni
  • bieganie po schodach
  • trudność w utrzymywaniu porządku w szafach
  • ubrania porozrzucane po całym domu, de facto dwa piętra, zamiast tylko jedno

Niech wywiąże się z tego wartościowa dyskusja, która ułatwi podjęcie decyzji przyszłym pokoleniom 😉 A ja Wam mogę obiecać jedno – Wasze rady są dla mnie bardzo ważne i na pewno się do nich ustosunkuję.

Który projekt domu wybrać? (v.1)

Stało się. W końcu, po 6 miesiącach załatwiania spraw formalnych, udało nam się kupić działkę! Woo – hoo! To wiekopomna chwila i kolejny krok, który przybliża nas do spełnienia marzenia o własnym domu, do którego zawsze będziemy mogli wracać całą naszą rodziną. Przynajmniej taki jest plan, chociaż droga do realizacji jeszcze daleka. Przed nami pierwsze wyzwanie – który projekt domu wybrać? 😀

I jak to powiedział dzisiaj Endrju – „poczekaj, kupno ziemi to najłatwiejszy etap w budowie domu, najcięższe chwile dopiero przed nami!”. Nie sposób się z nim nie zgodzić! Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że czeka nas ciężka przeprawa, natomiast jestem zmotywowana i gotowa do działania! Co więcej – zamierzam na bieżąco dokumentować postępy z budowy i… liczę na Waszą pomoc w tym temacie. Między innymi po to wskrzeszam blog. Mam nadzieję, że będzie to miejsce pełne wymiany doświadczeń, mądrych rad i… ciepłych słów, kiedy na wszystko zabraknie już siły. Pomożecie? 🙂

Nie ukrywam, że na Waszą pomoc liczę już teraz. Przed nami wyzwanie nr 1, czyli znalezienie odpowiedzi na pytanie – który projekt domu wybrać???? Posłuchajcie…

Gotowy projekt vs. pracowania

Od kiedy w naszych głowach zakiełkowała myśl o budowie domu, wiedzieliśmy, że będzie to gotowy projekt domu – w końcu tyle ich w internecie! Nie powiem ile godzin zajęło mi wertowanie stron różnych pracowni, zamawianie, a potem przeglądanie katalogów. I już, już myślałam, że mam swój ideał, ale po jakimś czasie stwierdzałam, że to jednak nie to… Dlaczego zatem nie zdecydowaliśmy się na architekta i projekt indywidualny? Sprawa jest prozaiczna. Dobry projekt to wydatek zaczynający się od kwot 5. cyfrowych. Co więcej, w necie naczytaliśmy się z Endrju o różnych wpadkach – a to gdzieś zabrakło 10 centymetrów, a to architekt coś źle narysował. Jako osoby dość mocno zapracowane, woleliśmy sobie zaoszczędzić wpadek, dlatego postanowiliśmy skorzystać z oferty sprawdzonej pracowni i stamtąd wybrać projekt, który najbardziej będzie nam odpowiadał, a który być może ktoś już budował przed nami i będzie skłonny nam – laikom – przekazać trochę wiedzy i doświadczenia. Braliśmy pod uwagę pracownie domów nowoczesnych, ale nie przekombinowanych.

Zależy nam przede wszystkim na:

  • domu wolnostojącym, z poddaszem użytkowym, co jest niejako kompromisem z Endrju (ja chciałam parterówkę)
  • dachu dwuspadowych, o kącie nachylenia 40°
  • prostej bryle, bez balkoników, wykuszy i innych tego typu ozdobników
  • dużych przeszkleniach, na których nasze dzieci będą mogły odciskać swoje łapki
  • sporym garażu, w którym swobodnie zmieszczą się dwa samochody i 4 rowery

Parter:

  • duży, przestronny salon z widokiem na taras i ogród, z wygodnymi kanapami, kominkiem i stosem książek pod ręką
  • kuchnia niekoniecznie w jednej linii z jadalnią i salonem (idealnie, jakby układ pomieszczeń był w literkę L, czyli np. salon i jadalnia w jednej linii, a kuchnia nieco z boku)
  • obowiązkowo spiżarnia (w której mam nadzieję przechowywać własne przetwory)
  • sypialnia z łazienką i garderobą (gościnny, a w przyszłości nasza docelowa sypialnia, co by nie latać po schodach góra – dół i całkowicie odciąć poddasze, jak już chłopcy się wyprowadzą)
  • gabinet (dobrze, gdyby był na dole, chociaż to nie jest a must)
  • pomieszczenie gospodarcze

Góra:

  • 3 sypialnie (my z Endrju + chłopcy każdy swój pokój)
  • gabinet (chyba, że będzie na dole)
  • pralnia
  • łazienka/-ki (nie mam ciśnienia na własną łazienkę w sypialni na górze, skoro docelowo i tak będę mieszkać na dole)
  • garderoba/-by (tutaj są jeszcze różne koncepcje brane pod uwagę).

Po wielu, wielu godzinach w końcu nasze poszukiwania zawęziliśmy do short listy (a miało być super szybko, ahaaa). W tym wpisie pokażę Wam nasz nr 1, a na dniach nr 2 i 3. Będę ogromnie wdzięczna za wszystkie opinie 🙂

  1. Daniel V G2 Energo Plus Pracowni Archipelag

To nasz wybór nr 1. Prosta bryła, fajnie wysunięty garaż, idealny układ na naszą działkę (taras od strony południowej etc.).

Na plus:

  • prosta bryła, która urzeka od pierwszego wejrzenia, dach 42°
  • garaż, który jest ładnie wkomponowany w cały budynek
  • dobra ekspozycja na strony świata
  • dużo przeszkleń!
  • powierzchnia użytkowa – nie za mała ale i nie za duża jednocześnie
  • sypialnia z łazienką i garderobą + gabinet na parterze, co ważne, do żadnego z tych pokoi nie wchodzi się bezpośrednio z salonu, co ma niestety miejsce w innych projektach
  • okno z kuchni, wychodzące na ulice (do podglądania kto jedzie 😉 )
  • spiżarnia
  • schody jednobiegowe (zawsze łatwiej się na nie wdrapać)

Na minus:

  • brak wyraźnie oddzielonej kuchni, jadalni i salonu, które teraz są w jednej linii
  • dziwny układ łazienki i wiatrołapu (do zmiany)
  • antresola, którą trzeba byłoby zabudować tworząc zupełnie inną kompozycję parteru i poddasza
  • całkowita zmiana aranżacji na górze (zupełnie inny układ pomieszczeń)
  • brak pralni

Zobaczcie sami:

Parter

Zrzut ekranu 2017-09-12 o 22.33.00Góra

Zrzut ekranu 2017-09-12 o 22.33.10

Dokładny opis projektu znajduje się na stronie pracowni i jest dostępy tutaj: Daniel V G2.

Na stronie pracowni znajdziecie także więcej zdjęć Daniela. Szkoda, że wśród nich nie ma zaaranżowanego zdjęcia 🙁 Pozostaje zatem sama wyobraźnia 😉

archipelag daniel

No cóż – projekt mnie urzeka i jest obecnie moim pierwszym wyborem, pomimo wielu zmian, których trzeba byłoby się podjąć. W moim klimacie jest także drewniana elewacja! W najbliższych dniach czeka mnie rozmowa z architektem z Archipelagu, a w międzyczasie postaram Wam się wrzucić info o pozostałych 2. projektach.

Będę wdzięczna za wszelkie opinie i Wasze przemyślenia, także zostawcie komentarz jak Wam się podoba Daniel i co ewentualnie byście w nim zmienili.

Dzięki i do przeczytania!

Czasami nie cierpię nas – rodziców!

Czasami nie cierpię nas – rodziców! Dobra, może z tym cierpieniem to trochę przesadziłam, bo w sumie nie wtrącam się w to, jak inni rodzice wychowują swoje dzieci, ALE.. jeśli jestem świadkiem jakiejś sytuacji, w której rodzic – delikatnie rzecz ujmując – zachowuje się niefajnie, zaczynam się zastanawiać. Tak, zdarza mi się, nie powiem. I właśnie ostatnio, niestety, miałam styczność z pewnym zdarzeniem, które wywołało u mnie falę emocji. A że tego samego dnia wypadła moja kolej na zmywanie naczyń po kolacji, miałam mnóstwo czasu, aby wszystko dokładnie przemyśleć. 

Był sobotni ranek. Kilka dni wcześniej otrzymałam maila od zaprzyjaźnionej aktorskiej agencji, że w najbliższy weekend odbędzie się casting dla dzieci w wieku m.in. od 3 do 4 lat. Coś dla Teo, pomyślałam. W piątek wieczorem przycięłam mu nawet delikatnie włosy, a w końcówki wtarłam specjalny olejek. Wszystko po to, aby Teo w sobotni poranek był jeszcze bardziej nieziemski (boshe, co za głupota, ale czujecie, że to ironia?). Około 10 przyjechaliśmy na miejsce. Masakra. Tłumy dzieci w różnym wieku, przed nami jakieś 20 osób, średnio jedno dziecko nagrywane przez 3 minuty, więc godzinę mamy wyjętą jak nic. Teo był w miarę spokojny, chociaż podekscytowany. Wiedział, że idzie na kaszting i że będzie trochę zabawek. Zaczęło się pełna napięcia, cierpliwości i nudy oczekiwanie. A w między czasie się, obok nas, rozpętało się małe piekiełko. Ktoś komuś wyrwał zabawkę, ktoś kogoś oblał, ktoś nie zdążył siku. Dzieci było wszędzie pełno, tych w miarę spokojnych jak na lekarstwo. Tylko, że chwila – jesteśmy w jakimś durnym korytarzu, który ma w sumie może z 15 metrów. Nie można wymagać niewiadomo czego od tych maluchów. Wymagać wiadomo czego należało natomiast od rodziców. I tu ogromna niespodzianka i szok i niedowierzenie i wszystko razem.

Koło mnie stała babeczka, na oko 40 – letnia. Z chłopcem, na oko 2,5 roku. Całkiem kumaty, chociaż z pampkiem i butlą ze smokiem. To nie było spokojne dziecko. Wyrywało zabawki, chciało wchodzić na schody, siadać gdzie się nie da. Czujecie klimat? Co robi matka? Najpierw nie reaguje, potem… zaczyna go trzaskać. Chce wyrwać zabawkę – trach po rączkach, chce wyjąć kubek z baniaka z wodą – hyc za ucho. OMFG – serio?

– widziała pani to straszne, niegrzeczne dziecko? – zagadała mnie laska siedząca obok

– widziałam tylko matkę, której ewidentnie coś się pomyliło – odpowiedziałam i dodałam – nie ma niegrzecznych dzieci, proszę pani – są tylko źli rodzice

– no tak, ale to dziecko ewidentnie źle się zachowywało. Wyrwało mojej Ali zabawkę, a matka nawet nie zwróciła na to uwagi. Dopiero potem, jak było już bardzo nieznośne, dała mu po łapach.  I dziecko się uspokoiło. Wie, że z matką nie ma żartów. W sumie to go przecież za bardzo nie bolało, a szacunek jest. Ja też od czasu do czasu daję klapsy mojej Ali. Tak bardzo się czasami nie słucha. Pani nie daje małych klapsików swojemu dziecku?

– jedynym odbiorcą moich klapsików jest mój mąż – odpowiedziałam – A gdybym miała uderzyć dziecko? Jakim musiałabym być słabym rodzicem…

Mina laski – bezcenna. Nic już nie dodała, zatkało ją. A ja wstałam i poszłam w drugi kąt.

Po godzinie wyszliśmy z kasztingu. Teo ze zmieszaną miną, ponieważ jakiś gbur kazał mu machać do siebie ręką w świetle reflektorów. Teo nie załapał, chciał się bawić traktorem, nie do końca zdawał sobie sprawę z tego gdzie jest i w jakim celu. Gdy opuszczaliśmy kaszting w pierwszej chwili miałam ochotę powiedzieć synkowi, że przecież nie było tak źle. W porę się jednak opanowałam. Nie. Było źle. Nie chcemy już więcej takich przygód.

I potem naszły mnie właśnie te refleksje. Że na nas – rodzicach – ciąży ogromna odpowiedzialność. To, w jaki sposób zinterpretujemy otaczający nas świat i przedstawimy go dziecku, będzie rzutowało na całe jego życie. Jeśli powiem dziecki, że coś lub gdzieś było super, podczas gdy obydwoje wiemy, że było złe, to dziecko będzie się czuło skołowane. Może wręcz zatracić umiejętność prawidłowej oceny swoich uczuć.

Jeśli więc coś było złe, nazywajmy rzeczy po imieniu. Bądźmy w tym odważni. Jeśli coś nie do końca poszło tak jakbyśmy chcieli i wyszła kupa – wytłumaczmy to dziecku, zamiast koloryzować i odwracać kota ogonem. Ja też często mam pokusę, aby bagatelizować… i tego u siebie nie cierpię. U innych rodziców zresztą także. Dziecko wystraszyło się psa? Oj tam, nic się nie stało. Dziecko spadło z huśtawki? Nogi i ręce całe, więc luz. Nie, nie tędy droga. Nie ten kierunek.

– patrz Jasiu jak Marcinek ładnie siedzi na krzesełku! – usłyszałam jeszcze na tym nieszczęsnym kasztingu

Na miejscu Jasia w dupie miałabym Marcinka i jego krzesełko. Tylko, że Jasiu był w podobnym wieku co mój Teo i jedyne, co przyszło mu do głowy w tamtym momencie, to być jeszcze bardziej niegrzecznym i jeszcze bardziej rozrabiać.

Mam gdzieś czy Szymonek zjadł obiadek, Zosia ładnie myje ząbki, a Ula cudownie bawi się w piaskownicy. I moje dzieci też. Nie zamierzam uczyć Teo i Miko, że ich stan emocjonalny zależy od opinii innych osób. Jeśli będą mieli ochotę założyć jednego buta czerwonego, a jednego niebieskiego – to będzie ich sprawa, a jeśli ktoś będzie się z tego śmiał, to nie będzie ich problem.

Nie wiem czemu rodzice robią to swoim dzieciom. Porównują je na okrągło, ucząc zależności od humorów innych osób. Od innych gustów, idei, opinii. A przecież każdy powinien decydować sam co jest ważne dla niego w JEGO życiu. Dlatego ja cholernie o to dbam. U mnie każde dziecko jest indywidualistą i od małego zna swoją wartość.

O klapsach, czy klapsikach ciężko mi pisać. Nie, klapsy nie są w porządku. Nie ma dla nich usprawiedliwienia. Nie pomagają w wychowaniu. Są oznaką naszej słabości, głupoty, nadużycia władzy, niedojrzałości, braku wyobraźni. Masz ochotę użyć fizycznej siły wobec swojego dziecka? Porozmawiaj z kimś o swoim zachowaniu, szukaj pomocy u specjalistów. Da się dziecko wychowywać bez tego. I nie, nie chodzi mi o bezstresowe wychowanie, gdzie maluch wchodzi Ci na głowę. Chodzi mi o poszanowanie wartości, praw, uczuć drugiego, nieco mniejszego człowieka.

Wracając do mojego kasztingu (celowo nie piszę casting, ponieważ Teo wymawiał to właśnie „kaszting” co wydawało mi się dość zabawne). Wygląda na to, że to była niezła lekcja życia, której bohaterami byli rodzice, tak różni i tak zarazem do siebie podobni. Smutne to wszystko.